Inflacja - ilustracja. Ziemniak przeważający pieniądze na wadze z łyżki i kalkulatora

Inflacja – jak się przed nią bronić?

Inflacja ma na stałe zadomowić się w Polsce[1]. To zagrożenie dla całej gospodarki. Ale dla osób, które oszczędzają, inflacja to zagrożenie szczególne! Bez dalszego wstępu, w tym poście piszę o tym, jak się przed nią bronić.

Inflacja - ilustracja. Ziemniak przeważający pieniądze na wadze z łyżki i kalkulatora

Co to jest inflacja? Po prostu proces, że ceny produktów i usług rosną.

Choć na razie, jak ocenia na przykład były prezes NBP Marek Belka, nie ma wymknąć się spod kontroli w stylu wenezuelskim, gdzie szalała ponad milionowa inflacja[2], to w zależności od stopnia zaufania do rządzących, każdy może sobie sam ocenić, jak realne jest według niego samego takie zagrożenie, lub podobne, w przyszłości.

A gdy przeanalizuje się sytuację, należy działać!

Lokaty i konta oszczędnościowe – można powalczyć o parę procent więcej

Trzymanie pieniędzy na lokatach czy kontach oszczędnościowych jest na pewno lepsze niż trzymanie ich na rachunku rozliczeniowym, gdzie oprocentowania praktycznie nie ma.


Polecam: Konto osobiste – oczywiste porady, których większość jednak nie stosuje


Jeśli więc dopiero zaczynasz oszczędzać i/lub masz mało zgromadzonych środków, możesz spokojnie trzymać swoje fundusze na lokacie lub koncie oszczędnościowym. Do czasu, gdy będziesz mieć ich więcej i/lub zastanowisz się nad innym, lepszym rozwiązaniem.

Chociaż oprocentowanie jest teraz niższe od tempa inflacji, to polując na promocje bankowe, dalej do pewnego stopnia można wyjść na swoje, gdy korzystasz z promocji bankowych, zakładając konta w różnych bankach. Jeśli do oprocentowania dodasz bonusy, wychodzi ono znacznie bardziej korzystnie.

Czytaj więcej: Jak oszczędzać pieniądze? 8. Korzystaj z promocji bankowych).

Jak bronić się przed inflacją? Poniżej przedstawiam parę innych, dodatkowych rozwiązań. Dla tych, którzy zastanawiają się, jak bronić się przed rosnącą inflacją i są zwykłymi zjadaczami chleba z przeciętną pensją na etacie od 9 do 5.

1. Zaprzyjaźnij się ze swoją lodówką

Szczególnie gdy jak teraz rosną przede wszystkim ceny żywności, opłaca się robić zapasy. To jest dosyć oczywiste: im większa prognozowana inflacja, tym bardziej opłaca się kupować z wyprzedzeniem.

Inflacja – oczywista wiedza: Jeśli żywność drożeje w tempie ponad 5 proc. rocznie, jak obecnie, oznacza to, że za te same zakupy, które kosztują teraz 100 zł, za rok zapłacisz 105 zł.

Wypełniona jedzeniem lodówka to poza tym mniej energii zużytej na jej chłodzenie[3]! Pusta lodówka to dużo powietrza do chłodzenia, którego temperatura bardzo szybko rośnie przy otwarciu. O wiele wolniej nagrzewają się rzeczy, które już zostały schłodzone. Trzymanie więc w lodówce np. zapasowych puszek z fasolą to dodatkowa oszczędność. Zyskujesz też na mniejszym zużyciu prądu.

Dobra rada: Gdy rosną ceny żywności, kupuj więcej niezbędnych produktów, rób zapasy i kupuj dużo na promocjach.


A im bardziej dbasz o to, by robić oszczędne zakupy, tym mniej tracisz na wzroście cen! Polecam: Podstawy oszczędnych zakupów

2. Unikaj kredytów (jeszcze bardziej)

Wyższa inflacja to wyższe raty kredytów w przyszłości.

Przyzwyczailiśmy się do niskich stóp procentowych tak bardzo, że mało kto pamięta, że raty kredytu mogą się zmienić. Kiedy? Gdy bank centralny (NBP) podniesie stopy procentowe. Co jest jednym ze sposobów na to, by ratować gospodarkę przed rosnącą inflacją. Jeśli inflacja idzie w górę, to można się spodziewać, że w górę pójdą stopy i oprocentowanie kredytów.

Obecnie są bardzo niskie stopy procentowe, a ludzie często biorą kredyt na zasadach „ile dadzą maksymalnie, tyle wezmę”. To skończy się dla wielu osób tragicznie, gdy stopy procentowe pójdą w górę. Nawet powrót do stóp, które były zaledwie parę lat temu, wykończyłby wielu dzisiejszych kredytobiorców.

3. Kupuj Lego

Lego - ludziki lego

Niekoniecznie klocki Lego, ale posłużą one jako przykład. Po pierwsze, w dłuższej perspektywie zyskują na wartości. Są różne badania, że są dobrą inwestycją, na przykład to, które stwierdza, że klocki Lego pod tym względem wyprzedzają wina, samochody, czy… dzieła sztuki! Po drugie, klocki Lego są bardzo trwałe (plastik nie rozkłada się przez setki lat).

To może być jednak oczywiście coś innego. Ale najlepiej rzeczy z obszaru, na którym się znasz. Łatwiej będzie ci wtedy osiągnąć poziom ekspercki, który umożliwia czerpanie zysków z kupowania, by sprzedać drożej. A im więcej w danym obszarze wiesz, tym masz szanse na większy zwrot z inwestycji.

Nie znasz się na niczym? To lepiej znajdź sobie jakieś kolekcjonerskie hobby i się go trzymaj! Jest to na dłuższą metę fajny sposób na zabezpieczenie środków, inwestowanie i dodatkowy sposób na zarobek.

4. Inflacja a złoto i inne wartościowe kamienie/metale

Sto lat temu za uncję złota można było kupić dobry garnitur. Po 100 latach jest tak samo. To kluczowy argument, że złoto jest jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym z dóbr, pod względem tego, jaką odporność wykazuje na wszelkiego rodzaju wahania.

O tym, dlaczego warto rozważać złoto, szczególnie jako bezpieczną przystań na niespokojne czasy, przeczytasz więcej tutaj: Złoto – dlaczego warto kupować złoto? Złoto – aktualne cena

5. Obligacje? To nie dla mnie

Dużo się słyszy o tym, że obligacje to dobry pomysł na to, by ustrzec się inflacji i są bardzo bezpieczną inwestycją. Obligacje biorą pod uwagę inflację. To znaczy, mamy obietnicę, że zarobimy więcej, niż wynosi inflacja. Ale, jak to bywa z obietnicami, nie należy zapominać, że są to tylko obietnice.

Niektórzy mówią nawet o obligacjach, że to „pewna” inwestycja. Ale warto pamiętać też przysłowie, że na tym świecie pewna jest tylko śmierć i podatki. Państwa też bankrutują! Szczególnie takie, w których zaczyna szaleć inflacja… Ostatnio boleśnie przekonali się o tym posiadacze obligacji wenezuelskich. Jak podawała agencja Bloomberg, chociaż Wenezuela dalej posiada ogromne złoża ropy, to i tak posiadacze jej obligacji nie mogą być pewni, czy odzyskają choćby część swoich pieniędzy[4].

Państwo, gdy reklamuje obligacje, chwali się „indeksowaniem inflacją”, ale ciężko na stronie znaleźć gdzieś przypomnienie o podatku Belki (nomen omen tego samego, którego cytowałem na początku tekstu).

Tymczasem obligacje oprocentowane są wedle wzoru inflacja plus marża, a podatek od zysków kapitałowych płacimy od całości, nie tylko od marży. W rezultacie, gdy w górę idzie inflacja, podatek Belki może zjeść nawet cały zysk!

Poza tym, kupując obligacje, mamy środki zamrożone na długie lata. I wiążemy się finansowo z tym, od czego chcemy się bronić, czyli błędów rządzących, prowadzących na przykład do wysokiej inflacji i/lub załamania gospodarki.

Nie przekonuje mnie też argument o „patriotyzmie”. Że kupuje się obligacje, by wspierać państwo. Na pewno mój kraj może mieć ze mnie większy pożytek, jeśli będę mieć niezależność finansową i podejmował dobre decyzje inwestycyjne, niż gdy będę topił swoje fundusze, z nim pod rękę czy bez niego.

6. Inflacja a kurs waluty

Z inflacją wiąże się osłabienie lokalnej waluty[5], w naszym przypadku złotówki. Jeśli inflacja rośnie, bardziej pożądane stają się towary zagraniczne. A to powoduje konieczność zakupów w obcej walucie. W rezultacie jej kurs rośnie, a kurs lokalnej waluty spada. Dlatego dobrym sposobem na zabezpieczenie się przed inflacją jest posiadanie części środków w obcej walucie. Najpewniejsze są oczywiście: dolar, frank szwajcarski, funt brytyjski czy euro.

Oczywiście znajdą się u nas (szczególnie euro) sceptycy. Nie wdając się w dyskusję, podaję charakterystykę kandydata na państwo posiadające bezpieczną walutę: – stabilność polityczna, niezależny od rządu bank centralny, roztropna polityka fiskalna i pieniężna, głęboki rynek kapitałowy. Te czynniki wymienia Ronald Simpson, dyrektor działu analiz walutowych w Action Economics, w wypowiedzi dla parkiet.com.

Od siebie tylko dodam, że nikt w Tokio nie trzyma oszczędności w złotówkach.

7. „Inwestowanie w siebie”

Na koniec tzw. inwestowanie w siebie. Nie zrozumcie mnie źle, na pewno warto wydać pieniądze na studia medyczne na Harvardzie czy prawo jazdy. Ale trochę mniej warto na jakiejś uczelni w stylu Kup Sobie Wykształcenie. A już na pewno jeszcze mniej się opłaca inwestować w siebie poprzez zakup kursu jakiegoś lokalnego bożka coachingu.

Atutem umiejętności jest, że gdy je zdobędziemy, pozwalają nam zdobywać inne rzeczy, i to niezależnie od wartości złotówki.

To więc oczywiście świetna broń w walce z inflacją, ale trzeba też pamiętać o tak bliskim czasowo przykładzie Wenezueli. Co z tego, że dostaniesz dużą pensję, gdy następnego dnia będziesz móc sobie za nią kupić zaledwie parę hot dogów? Dlatego warto też na wypadek kryzysu, czy to inflacyjnego, czy innego, rozwijać typowo preperskie (od prepersów, czyli osób przygotowujących się na jakiegoś rodzaju apokalipsę) zdolności. Nie zawadzi umieć rozpalić ogniska czy posiadać zapasową butlę gazu i turystyczną kuchenkę.


Co o tym myślisz? Chcesz coś dodać od siebie? Zapraszam do komentowania!

Ostatnio aktualizowany:

Dodaj komentarz