Inflacja – jak się przed nią bronić?

Facebook

Inflacja ma na stałe zadomowić się w Polsce. Wielu ekspertom było to już wiadomo już na początku 2020 roku*. To zagrożenie dla całej gospodarki. Ale dla osób, które oszczędzają, inflacja to zagrożenie szczególne! Bez dalszego wstępu, w tym poście piszę o tym, jak bronić swoje oszczędności przed inflacją.

Co to jest inflacja? Po prostu proces, że ceny produktów i usług rosną.

Choć wedle oceny z marca 2020, a także późniejszych wypowiedzi ekspertów, którzy sa co do tego raczej zgoni (stan z października 2021, inflacja w Polsce nie ma wymknąć się spod kontroli w stylu wenezuelskim (gdzie szalała ponad milionowa inflacja!), to w zależności od stopnia zaufania do rządzących, każdy może sobie sam ocenić, jak realne jest według niego samego takie zagrożenie w przyszłości.

Inflacja – oczywista wiedza: Jeśli żywność drożeje w tempie ponad 5 proc. rocznie, jak obecnie, oznacza to, że za te same zakupy, które kosztują teraz 100 zł, za rok zapłacisz 105 zł.

A gdy przeanalizuje się sytuację, należy działać! Oto dlaczego:

Lokaty i konta oszczędnościowe – można powalczyć o parę procent więcej – poluj na promocje

Trzymanie pieniędzy na lokatach czy kontach oszczędnościowych jest na pewno lepsze niż trzymanie ich na rachunku rozliczeniowym, gdzie oprocentowania praktycznie nie ma. Obecnie jednak oprocentowanie nawet na lokatach jest rekordowo niskie, bo rekordowo nisko NBP ustawił stopy procentowe.


Polecam: Konto osobiste – oczywiste porady, których większość jednak nie stosuje


Chociaż oprocentowanie jest teraz niższe od tempa inflacji, to polując na promocje bankowe, dalej do pewnego stopnia można wyjść na swoje. A przynajmniej nie tracić tak dużo, jak trzymając pieniądze w szufladzie. Trzeba jednak korzystać z promocji bankowych, zakładając konta w różnych bankach. Jeśli do oprocentowania dodasz bonusy, wychodzi ono znacznie bardziej korzystnie.

Czytaj więcej: Jak oszczędzać pieniądze? 8. Korzystaj z promocji bankowych).

Jeśli dopiero zaczynasz oszczędzać i/lub masz mało zgromadzonych środków, możesz spokojnie trzymać swoje fundusze na lokacie lub koncie oszczędnościowym. Do czasu, gdy będziesz mieć ich więcej i/lub zastanowisz się nad innym, lepszym rozwiązaniem.

Poniżej przedstawiam parę recept na inflację dla zwykłych zjadaczy chleba.

1. Zaprzyjaźnij się ze swoją lodówką

Szczególnie gdy rosną przede wszystkim ceny żywności, opłaca się robić zapasy. To jest dosyć oczywiste: im większa prognozowana inflacja, tym bardziej opłaca się kupować z wyprzedzeniem, bo za miesiąc ceny mogą być wyższe.

Wypełniona jedzeniem lodówka to poza tym mniej energii zużytej na jej chłodzenie! Pusta lodówka to dużo powietrza do chłodzenia, którego temperatura bardzo szybko rośnie przy otwarciu. O wiele wolniej nagrzewają się rzeczy, które już zostały schłodzone. Trzymanie więc w lodówce np. zapasowych puszek z fasolą to dodatkowa oszczędność. Dlaczego? Bo zyskujesz też na mniejszym zużyciu prądu.

Dobra rada: Gdy rosną ceny żywności, kupuj więcej niezbędnych produktów, rób zapasy i kupuj dużo na promocjach.


A im bardziej dbasz o to, by robić oszczędne zakupy, tym mniej tracisz na wzroście cen!

Polecam: Jak robić oszczędne zakupy? Podstawowe zasady

2. Unikaj kredytów (jeszcze bardziej)

Przyzwyczailiśmy się do niskich stóp procentowych tak bardzo, że mało kto pamięta, że raty kredytu mogą się zmienić. Kiedy? Gdy bank centralny (NBP) podniesie stopy procentowe, co jest jednym ze sposobów na to, by ratować gospodarkę przed rosnącą inflacją. Jeśli inflacja idzie w górę, to można się spodziewać, że w górę pójdą stopy i oprocentowanie kredytów. NBP będzie pdnosić stopy, b ratować sytuację. Dlatego wyższa inflacja to wyższe raty kredytów w przyszłości.

Branie kredytu na zasadach „ile dadzą maksymalnie, tyle wezmę” skończy się dla wielu osób tragicznie, gdy stopy procentowe pójdą w górę. Nawet powrót do poziomu, które były zaledwie parę lat temu, wykończyłby wielu dzisiejszych kredytobiorców.

3. Kupuj Lego (albo coś innego co zyskuje na wartości z biegiem lat)

Lego - ludziki lego

No niekoniecznie klocki Lego, ale posłużą one jako przykład. Jest wiele dóbr, które w dłuższej perspektywie zyskują na wartości. Dotyczy to dzieł sztuki czy różnego rodzaju innych rzeczy, które mogą być przedmiotem pożądania kolekcjonerów.

Klocki Lego to jedna z takich rzeczy. Są różne badania stwierdzające, że są dobrą inwestycją. A nawet, że klocki Lego pod tym względem wyprzedzają wina, samochody, czy… dzieła sztuki!

Klocki Lego są też dobrym kandydatem na długotrwałą lokatę naszych oszczędności, bo są bardzo trwałe. Plastik nie rozkłada się przez setki lat.

Jak wybrać obszar, w którym będziemy się bawić w kolekcjonerstwo? Najlepiej niech to będzie coś, na czym się już znasz. Chociaż trochę. Im więcej w danym obszarze wiesz, tym masz szanse na większy zwrot z inwestycji.

Nie znasz się na niczym? To lepiej znajdź sobie jakieś kolekcjonerskie hobby i się go trzymaj! Jest to na dłuższą metę fajny sposób na zabezpieczenie środków, inwestowanie i dodatkowy sposób na zarobek.

Czytaj więcej:

4. Inflacja a złoto. I inne wartościowe kamienie/metale

Sto lat temu za uncję złota można było kupić dobry garnitur. Po 100 latach jest tak samo. To kluczowy argument, że złoto jest jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym z dóbr, pod względem tego, jaką odporność wykazuje na inflację.

O tym, dlaczego warto rozważać złoto, szczególnie jako bezpieczną przystań na niespokojne czasy, przeczytasz więcej tutaj:

5. Obligacje? To nie dla mnie

Dużo się słyszy o tym, że obligacje to dobry pomysł na to, by ustrzec się inflacji i są ogólnie bardzo bezpieczną inwestycją. Są też obligacje, które biorą pod uwagę inflację, to znaczy, mamy obietnicę oprocentowania powiększonego o stopę inflacji. Ale, jak to bywa z obietnicami, nie należy zapominać, że są to tylko obietnice. Nawet jeśli solidne.

Warto pamiętać, że państwa, które są gwarantem obligacji, też bankrutują! A szczególnie takie, w których zaczyna szaleć inflacja… Ostatnio boleśnie przekonali się o tym posiadacze obligacji wenezuelskich. Jak podawała agencja Bloomberg, chociaż Wenezuela dalej posiada ogromne złoża ropy, to i tak posiadacze jej obligacji nie mogą być pewni, czy odzyskają choćby część swoich pieniędzy.

Obligacje indeksowane inflacją – zysk zjeść może podatek Belki

Państwo, gdy reklamuje obligacje, chwali się „indeksowaniem inflacją”, ale ciężko na stronie znaleźć gdzieś przypomnienie o podatku Belki (nomen omen tego samego, którego cytowałem na początku tekstu). Tymczasem obligacje oprocentowane są wedle wzoru inflacja plus marża, a podatek od zysków kapitałowych płacimy od całości, nie tylko od marży. W rezultacie, gdy w górę idzie inflacja, podatek Belki może zjeść nawet cały zysk!

Jest jeszcze jeden argument przeciw obligacjom. Wiążemy się finansowo z tym, od czego chcemy się bronić, czyli błędów rządzących, prowadzących na przykład do wysokiej inflacji i/lub załamania gospodarki.

6. Inflacja a kurs waluty

Z inflacją wiąże się osłabienie lokalnej waluty, w naszym przypadku złotego. Dlaczego tak się dzieje? Jeśli inflacja rośnie, bardziej pożądane stają się towary zagraniczne. A to powoduje konieczność zakupów w obcej walucie. W rezultacie jej kurs rośnie, a kurs lokalnej waluty spada. Kurs lokalnej waluty spada też, gdy traci ona zaufanie (przez rosnącą inflację). Dlatego dobrym sposobem na zabezpieczenie się przed inflacją jest posiadanie części środków w obcej walucie. Najpewniejsze waluty to oczywiście: dolar, frank szwajcarski, funt brytyjski czy euro.

Nie wdając się w dyskusje polityczne, oto charakterystyka kandydata na państwo posiadające bezpieczną walutę: – stabilność polityczna, niezależny od rządu bank centralny, roztropna polityka fiskalna i pieniężna, głęboki rynek kapitałowy. Te czynniki wymienia Ronald Simpson, dyrektor działu analiz walutowych w Action Economics, w wypowiedzi dla parkiet.com. Od siebie dodam tylko, że nikt w Tokio nie trzyma oszczędności w złotówkach.

7. „Inwestowanie w siebie”

Atutem umiejętności jest, że gdy je zdobędziemy, pozwalają nam zdobywać inne rzeczy, i to niezależnie od wartości złotówki. Okres zawirowań to może być okres na poprawę własnych zdolności pod kątem tego, co może przydać się na rynku pracy. Ale trzymajcie się jak najdalej od zakupu kursu jakiegoś lokalnego bożka coachingu. Inwestujmy w siebie, ale mądrze, starając się zdobyć zdolności „twarde”. Na przykład może to być spawanie czy obróbka metalu.

Co jednak z tego, że dostaniesz dużą pensję, gdy następnego dnia będziesz móc sobie za nią kupić zaledwie parę hot dogów? Dlatego warto też na wypadek skrajnego kryzysu, czy to inflacyjnego, czy innego, rozwijać typowo preperskie (od prepersów, czyli osób przygotowujących się na jakiegoś rodzaju apokalipsę) zdolności. Nie zawadzi umieć rozpalić ogniska czy posiadać zapasową butlę gazu i turystyczną kuchenkę.

*A nawet wcześniej. Pierwotna wersja tego tekstu powstała w styczniu 2020.


Co o tym myślisz? Chcesz coś dodać od siebie? Zapraszam do komentowania!

Facebook

Dodaj komentarz