Święta Bożego Narodzenia, czyli jeszcze więcej patologii na koniec roku

Facebook

Święta, święta, coraz bliżej święta… Proszę się nie obrażać, ale to przede wszystkim kolejne święto zakupów, podszyte hipokryzją opowieści o miłości do bliźniego. Jako szanujący się centuś ogłaszam jego bojkot i apeluję: wy też skończcie ze świąteczną patologią.

Świąteczne lampki w miasteczku (USA). Zdjęcie: Adriaan Greyling/Pexels

Pół biedy żywa choinka, szczególnie jeśli znajdzie się później zastosowanie dla niej i doniczki.

Warto wiedzieć: żeby choinka miała szansę przeżyć w ziemi, nie można jej trzymać w domu dłużej niż 2-3 tygodnie i trzeba regularnie podlewać. Igły i małe gałązki świetnie nadają się na ogrodową ściółkę. Można je też kompostować.

Ale dodatkowe oświetlenie? Świąteczne lampki to po prostu jest, w naszej obecnej sytuacji, zwyczajna patologia.

Nie chodzi nawet o oszczędności finansowe, które są oczywiste. Stoimy w obliczu globalnego kryzysu wywołanego przez spalanie paliw kopalnych, a każde tego typu bezsensowne działanie przybliża nas tylko do katastrofy. W Polsce prąd robi się z węgla. Węgiel to zło wcielone. Dodatkowe światełka na święta wpadają więc do worka „zło zła”.

Pół miliarda dolarów na świąteczne lampki

W USA po Black Friday (święto, które też wypada zbojkotować) zaczyna się okres roku, gdy na przedmieściach miast intensywność sztucznego oświetlenia podwyższa się o 30-50 proc. Powodem są świąteczne lampki, które widać nawet z kosmosu – potwierdza NASA[1].

Jak wylicza wired.com, przy ostrożnym założeniu, że:

  • oświetlenie na święta przygotowuje się w 20 milionach amerykańskich domów;
  • każda instalacja zużywa 1000 watów mocy;
  • lampki świecą się przez 4 godziny dziennie 30 dni w roku;
  • koszt prądu to 10 centów za kilowatogodzin;
  • Amerykanie zużywają na świąteczne oświetlenie blisko ćwierć miliarda dolarów[2]. I to tylko gospodarstwa domowe!

W Polsce jeszcze tak nie świecimy, jak w USA. Ale z roku na rok lampek świeci się coraz więcej. I coraz bardziej musi być „na bogato”.

Poza tym, nasza produkcja energii elektrycznej wiąże się przede wszystkim ze spalaniem węgla. Świecąc świąteczne lampki, tak naprawdę spalamy paliwo kopalne (85 proc. polskiego miksu energetycznego to węgiel[3]).

Co więc tak naprawdę Polacy robią, organizując sobie pod koniec roku święta Bożego Narodzenia?

Bez praktycznego powodu na sam koniec roku dorzucamy jeszcze więcej dwutlenku węgla do atmosfery. Jakby jeszcze było nam mało! I przybliżamy w ten sposób nasz piękny kraj do nieuchronnego skutki, jakim jest koniec cywilizacji za jakieś 30 lat[4]… Pogratulować!

Polacy zostawiają tradycyjnie wolne miejsce przy świątecznym stole, ale migrantów uciekających przed wojną, biedą i głodem wpuścić do kraju nie chcą. Zdjęcie: samer daboul/Pexels

Chciałbym przy okazji życzyć wesołych świąt w związku z wystąpieniem najkrótszego dnia w roku. W jakiejkolwiek formule go Państwo obchodzą, warto pomyśleć, czy nie wypada tej formuły zmienić. Na przykład, jeśli nie chce się przyjąć uciekających przed głodem i wojną uchodźców, może po prostu skończyć ze świąteczną szopką w rodzaju zostawiania wolnego miejsca przy stole?

„Sądzę, że każdy drugi człowiek, a zwłaszcza ten najsłabszy, ubogi, odrzucony, uchodźca, który szuka dachu nad głową, tak jak go szukali Józef i Maryja w Betlejem, wymaga otwarcia naszych serc” – prymas Wojciech Polak o istocie świąt Bożego Narodzenia, 2018 rok

No i te światełka. Nie świećmy. Dla swojego portfela i dla klimatu, a co za tym idzie: dla Polski, dla bliźniego. Także tego, który już teraz zaczyna uciekać z pustynniejących obszarów przy granicy z Unią[5]… Zgodnie z samą istotą świąt[6].


Czego jeszcze nie powinno się robić w święta?

Porada Krakowskiego Centusia: Nie kupuj choinki, nie pal lampek, przygotuj się natomiast na styczniowe „zbiory”! Gdy ludzie zaczną wystawiać choinki, można, jak się ma szczęście, znaleźć fajne drzewko, a przynajmniej trochę doniczek i ogrodowej ziemi…

Facebook

Dodaj komentarz